„Z dala od ludzi” – Rozdział III

***

Przez ten wypadek straciliśmy dużo czasu. Najważniejsze, że ofiary są w szpitalu i mają całodobową opiekę.
Jedziemy nad jezioro, zobaczymy co tam się będzie działo. Mam nadzieje, że nie będzie takiego armagedonu jak kilka godzin temu.
Przez większość drogi Marcin myślał, co się stało z siostrą Moniki. Ta sprawa nie dawała mu spokoju. Zastanawiał się, czy ktoś ze znajomych nie znajduje się na liście podejrzanych. A może któryś z sąsiadów? Jak na razie jest więcej pytań niż odpowiedzi…

– Jesteśmy na miejscu, ale coś mi tu nie pasuje… – oznajmiła Kinga

– Co takiego? – spytał Paweł

Jednak nie uzyskał odpowiedzi. Zostawili auto i w ciszy poszli w stronę jeziora. Wokół niego rozciągają się lasy. Przeważają sosny chociaż gdzieniegdzie można znaleźć skupiska brzóz, dębów jak i grabów. W oddali widać domy i jakieś opuszczone budynki. Przypominają one fabryki, magazyny, albo opuszczone hale. Niektóre z nich są w opłakanym stanie. Nie maja dachów, część z nich zmierza ku całkowitemu upadkowi. W niektórych z nich widać fragmenty ścian, tylko tyle z nich zostało.
– Ciekawe co się tam znajdowało. – zastanawiał się Marcin

Od razu rzuciły im się w oczy rozciągnięte policyjne taśmy, przy brzegu jeziora. Będąc coraz bliżej zobaczyli płetwonurków prowadzących poszukiwania. Grupka policjantów sprawdzała okoliczne lasy z psami tropiącymi. Pomału oddalali się w stronę domów i opuszczonych budynków. Może mieszkańcy widzieli co tu się stało…

Komendant szedł w stronę prokuratora Kamila, który fotografował znalezione rzeczy. Często z nim współpracował, jednak za każdym razem odnosił wrażenie, że ten człowiek się zmienia. Oczywiście w pozytywnym słowa znaczeniu. Wieloletnia praca dała mu bardzo duże doświadczenie i prawie zawsze znajduje odpowiedni ślad, dzięki czemu można rozwiązywać skomplikowane śledztwa.
W myślach analizował swoją karierę.
– Nie mogę o sobie nic złego powiedzieć, większość życia przepracowałem jako śledczy i mam na koncie wiele rozwiązanych śledztw.
Tego wszystkiego nie mogę sobie przypisać bo dzięki współpracownikom udało mi się tego dokonać. Przy najbliższej okazji muszę im podziękować. – pomyślał

– Cześć. Macie coś ciekawego? – zapytał się Komendant

– Jak na razie znaleźliśmy fragmenty ubrań, nie wiemy do ilu osób należą. Kolejnymi rzeczni są męski zegarek, bransoletka i pusta granatowa torebka. Wszystko damy do ekspertyzy, może będą na nich jakieś ślady. Tak jak widać każdy ma przydzielone zadanie i pracują. Grupa płetwonurków przeszukuje jezioro, a druga grupa z psami tropiącymi poszła w stronę lasu, do opuszczonych budynków. Jesteśmy cały czas w kontakcie.

– Jak coś znajdą od razu Was poinformujemy. – powiedział Prokurator Kamil

– I jeszcze jedno. Dlaczego jesteście tak późno? – ciągnął dalej

– Po drodze był wypadek. To długa historia, później Ci ją opowiem. – powiedział Paweł

– Dobrze wrócimy do tego tematu. – dodał Kamil

– Pójdę do grupy płetwonurków, może oni coś mają. Jak coś będziesz mieć to od razu daj znać.

– Po to tu jesteśmy, żeby Wam pomóc. – powiedział Prokurator

– Będziemy w kontakcie!

Paweł szybkim krokiem zmierzał w kierunku jeziora. Przez jego głowę przemijały różne scenariusze. Jedna myśl nie dawała mu spokoju, ale szybko ją odrzucił. A może jednak iść tym tropem…
Miał do przejścia sporą odległość, na początku wydawała mu się, że będzie trwać to wieczność. Jednak ciągle myśląc o wydarzeniach, które miały miejsce, czas mu bardzo szybko minął. Zanim się zorientował był już przy jeziorze. Zatrzymał się.
Widział jak płetwonurkowie przeczesywali wodę wokół zatopionego samochodu. Jak to się stało? Zadawał sobie to pytanie, jednak nie mógł znaleźć żadnej sensowej odpowiedzi. Gdy przyglądał się ich pracy zauważył, że wyciągają z wody jakiś rzeczy. Z tej odległości nie mógł stwierdzić, co to było. Na pewno należą do ofiary. – pomyślał

Widział jak Robert Brygadzista płetwonurków rozmawia ze współpracownikami i bardzo się denerwuje. Chyba coś znaleźli. Bardzo mocno gestykulował rękami, wyglądało to, jakby coś odganiał. Co tam się stało?
Wiem, że najmniejsza rzecz jest w stanie wyprowadzić go z równowagi, ale po tym, co teraz się dzieje, zaczynam się coraz bardziej martwić.
Jest ode mnie dużo młodszy, ale energii mu nie brakuje i w najbliższym czasie mu nie zabraknie. Co by się nie działo, musi być pierwszy żeby  mieć wszystko pod kontrolą. Robert to Robert, on wie wszystko najlepiej. – zastanawiał się

– Cześć Robert. Co Ty się tak denerwujesz? Znaleźliście coś? – zapytał komendant

– Płetwonurkowie wydobyli kilka osobistych rzeczy. Nie wiemy do ilu osób należą, mam nadzieje, że do jednej, ułatwiłoby nam to śledztwo. Na pewno druga ekipa powiedziała Ci co znaleźli. – powiedział Robert

– Tak, powiedzieli mi co mają. Nie mamy żadnego punktu zaczepienia i na razie szukamy czegoś, tylko nie wiemy czego. Możesz mi powiedzieć prawdę, co tu się dzieje? Widziałem, jak rozmawiałeś z płetwonurkiem i ta rozmowa nie była spokojna. O co Chodzi?! – denerwował się Paweł

– Znaleźliśmy dwa ciała. Jedno z nich jest w dużym stadium rozkładu, drugie w mniejszym. Na razie możemy powiedzieć tylko tyle, że mężczyzna, który został wcześniej zamordowany, ma liczne złamania. Wieku w tym momencie nie możemy ustalić. Ciało zbyt długo leżało w wodzie i tylko tyle jestem w stanie powiedzieć.
Więcej możemy powiedzieć na temat kobiety. Ma około 35 lat, wiele ran ciętych i liczne złamania. Co do wyglądu to ma długie czarne włosy, wzrost około 170 cm i brązowe oczy. Ubrana była w czarne spodnie, czarne buty, białą bluzkę i czarną sportową bluzę.
Za godzinę przyjedzie ekipa i zabierze ciała do prosektorium. Przeprowadzą sekcję. Jak tylko to zrobią, wyślą Wam papiery.

– Tego się obawiałem! Co za ciężki dzień! Najpierw wypadek, a teraz dwie ofiary! – zdenerwował się Komendant

– Jaki wypadek? – zapytał się zaciekawiony Robert

Zaczął opowiadać, co się wydarzyło. Zajęło mu to kilka minut. Przy okazji próbował połączyć te dwa wydarzenia. Jak na razie nie wpadli na żaden trop. Dyskutowali dalej…

W tym czasie Marcin i Kinga poszli rozejrzeć się po okolicy z nadzieją, że coś znajdą. Postanowili pójść w innym kierunku, niż policja z psami tropiącymi, w stronę małego gęstego lasku. Przez cały czas zastanawiali się, co się mogło wydarzyć i w jaki sposób samochód znalazł się w wodzie, czy są ofiary.

– Marcin masz latarkę? Ściemnia się, a ja zapomniałam zabrać ze sobą.

– Tak mam nawet dwie. Widzisz jak ja o Ciebie dbam. – powiedział z uśmiecham Marcin

– Już mi tak nie słodź tylko mi ją daj, mamy zadanie do wykonania.

– Tak jest! Już wykonuje zadanie! – zaśmiał się Marcin i podał jej latarkę

Cały czas szli. Budynki stawały się coraz bardziej wyraźne. Wcześniej nie wydawały się, aż takie straszne. Zniszczone, rozsypujące się budynki, tylko tyle można o nich powiedzieć. Niektóre z nich były zniszczone do tego stopnia, że najmniejszy podmuch wiatru przewrócił by je jak domek z kart. Stali przed budynkami.

– Mamy dużo budynków do przeszukania. Najpierw wejdziemy do tej hali. – powiedział Marin

– Dobrze – odpowiedziała Kinga

Przekroczyli próg hali. Im oczom ukazała się ogromna przestrzeń. Hala miała podłużny kształt, na ścianach widniały graffiti. Co jakiś czas były metalowe filary podtrzymujące dach. Szli dalej. Mimo to, że drogę oświetlali latarkami, zauważali coraz więcej szczegółów. Na podłodze leżały resztki białych kafli. Widać, że złomiarze upodobali sobie to miejsce. Instalacje elektryczne były powyrywane ze ścian. Na środku było jeszcze kilka niekompletnych maszyn. Po tym, co z nich zostało, ciężko było określić dokładnie co to jest. Pokonywali kolejne metry. Weszli do pomieszczenia sąsiadującego z halą. Najprawdopodobniej było to biuro. Na ziemi leżało pełno papierów. Na ścianach zachowały się resztki zielonej farby i zniszczone schematy. Gdzie nie gdzie leżały fragmenty szafek.
Weszli do kolejnego pomieszczenia, wyglądało bardzo podobnie do poprzedniego tylko, że w tym na ziemi piętrzyły się sterty rysunków maszyn i instrukcji.
Została im jeszcze piwnica. Marcin szedł jako pierwszy i oświetlał drogę, a za nim Kinga. Z mroku wyłaniały się schody, które były coraz bardziej widoczne. Szli dalej. Zatrzymali się na chwilę wzięli głęboki oddech i zaczęli pomału schodzić. Każdy schodek pokonywali bardzo wolno, żeby nie robić hałasu. Kiedy byli w połowie usłyszeli szum.

Marcin odwrócił się i krzyknął – Kinga uważaj!!!

Kopiowanie oraz rozpowszechnianie zawartości bloga bez zgody autorki jest zabronione.

Reklamy

2 myśli w temacie “„Z dala od ludzi” – Rozdział III

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s